Mania prześladowcza Internetu

Całe Internety ostatnio jobla dostały na punkcie tego nieszczęsnego NSA. Jakby do niedawna wszędzie była sielanka, wolna amerykanka i w ogóle radość i swawola. A tu nagle się okazuje, że już nie, że nas rząd podgląda. I ni z tego, ni z owego, każdy się czuje, jakby mu panowie w garniturach i czarnych okularkach przez ramię zaglądali.

Szpiedzy NSA

Nie drążyłam sprawy. Serio, nieszczególnie się tym kiedykolwiek interesowałam. Ale to może dlatego, że już od dawna znałam tę jedną, podstawową prawdę: w Internecie nie ma tajemnic. Ja i moja paranoja, związana z nadmiarem wirusów i trojanów, liczyłyśmy się z tym, że gdzieś, ktoś, przegląda zawartość mojego dysku. No i może jest to powiązane w jakiś sposób z byciem częścią pokolenia fejsbuka, które nie wie, co to prywatność.

Bardziej natomiast od szpiegowskich zapędów zjednoczonych rządów Ziemi dziwi mnie, że tylu jest ludzi na świecie, którzy publikują na Tweeterze informację o tym, jakiego koloru była rano ich kupa, ale oburzają się na monitorowanie ich postępowań. Ok, może kwestia włażenia ludziom do komputerów to lekkie przegięcie pały. Ale z drugiej strony w erze wyceny informacji kto oczekiwał prywatności?

I tu się podnosi larmo: łomatkobosko, przecież to moje prywatne porno, jak oni śmią, godność moją osobistą tak poniewierać, konstytucja, prawo do prywatności, bla bla bla… Mówią ci, co ignorują w ciągu dnia nakazy i obowiązki prawne od rozliczania się ze wszystkich dochodów po przechodzenie w niedozwolonym miejscu przez jezdnię.

No. Dałam upust frustracji na hipokryzję. Łaskawie zezwalam się oburzać i gromami we mnie ciskać.

Latest Comments

  1. bAzyl Lipiec 8, 2013
  2. sonya Lipiec 9, 2013
    • Lotty Lipiec 9, 2013

Dodaj komentarz