Urodzinowy post (temat zbyt długi)

Tak jak w kobiecej szafie nie ma nic do ubrania, tak w PornHubie nie ma nic do oglądania (przynajmniej tak twierdzą przyłapani faceci) – Analiza niczego.

pornhub couch
I tak oto, za sprawą blogera książkowego, Jakuba Cz. stanęłam w pozycji, w której analizuję pornografię. Wszystkich tych, którzy nie czytali informacji na temat urodzinowego posta, lub trafili tutaj wpisując w wyszukiwarce „PornHub”, „porn”, tudzież „kobieca szafa”, informuję, że jest to temat wybrany przez czytelnika i nie mam innego wyjścia, jak tylko zastosować się do zasad i go opisać.

Nie jest to najgorszy z zaproponowanych przez Was tematów. Zwłaszcza, że – nie ukrywam – porno nie jest mi obce, przynajmniej z pozycji (hehe) widza. Nie widzę nic złego w sporadycznym oglądaniu interakcji przeróżnych części ciała i postrzegam to jako naturalny element odmóżdżania.

Przyznam też, że podpasowała mi tematyka. Sama ostatnio zastanawiałam się nad obydwoma aspektami zawartymi w zagadnieniu zaproponowanym przez Jakuba. Rozłóżmy je zatem na części pierwsze, przechodząc od części damskiej, do męskiej.

W kobiecej szafie nie ma nic do ubrania

Bardzo, ale to bardzo długo nie rozumiałam tego stwierdzenia. Serio, na dłuższą metę nadal uważam, że przydzielenie mi damskich genitaliów było błędem natury. Jeśli w szafie znajdują się naraz (nie licząc dni, kiedy kosz na brudną bieliznę błaga o zdjęcie z niego egzystencjonalnego ciężaru) przynajmniej dwa artykuły odzieży nie pokrywające się funkcją – sprawę uważałam za rozwiązaną. Jest t-shirt, są spodnie – jest imprezka. No i w czym problem?

Otóż, błąd logiczny tego rozumowania zauważyłam dopiero kiedy praca zmusiła mnie do tego, żeby dobrze wyglądać. Był to mniej więcej ten sam okres, w którym w moim mózgu zapaliła się lampka z dużym napisem „DOROSŁA KOBIETA”, co niefortunnie zrzuciło mnie dość brutalnie z mojego szowinistycznego konia. A ponieważ zawsze byłam obdarzona zmysłem estetycznym, połączenie tych elementów uświadomiło mi co następuje:

Nie wszystkie spodnie pasują krojem/kolorem do wszystkich bluzek/koszulek, które posiadam w szafie. Nie wszystkie buty pasują fasonem/kolorem do całej reszty kostiumu. Co więcej, ubiór zależny jest od sytuacji. Na kobiecie, jako stereotypowo „tej ładniejszej”, ciąży pewne piętno potrzeby reprezentatywności. Mężczyźni mówią, że to bzdura, że ładnej kobiecie we wszystkim ładnie. Ale prawda jest taka, że nawet jeśli ich oczy nie zauważają subtelnych braków, robi to ich podświadomość, z góry oceniając samicę jako laskę czy kaszalota. Co następuje, 80% napotkanych kobiet będzie lustrować nas w ten sposób, tylko dużo bardziej świadomie, posiadając wiedzę co dokładnie jest nie tak. A jako wisienka na torcie – i to chyba najważniejsze – musimy podobać się same sobie. Czujemy się wtedy pewnie, przez co automatycznie sprawiamy bardziej atrakcyjne wrażenie. Im ważniejsze wydarzenie, tym większa presja dobrego wyglądu.

W pracy muszę wyglądać dobrze. A kiedy okazuje się, że wymyślony ubiór jakoś źle leży, był noszony już tyle razy, że samo patrzenie na niego przyprawia o mdłości, lub akurat włączyła się dioda „mam ochotę wyglądać jak…” – wtedy jesteśmy w dupie. Ot, proste.

W PornHubie nie ma nic do oglądania

nothing

Tutaj sytuacja przedstawia się niby inaczej, a jednak podobnie. Czasem potrzeba nieco wizualizacji. I na początku jest to szybka piłka. „Busty teen takes a mouthful” wystarcza w zupełności. Ale powiedzcie sami – ile razy można oglądać dokładnie to samo w różnych odsłonach? Ok, może i są różne techniki, różne style. Ale po pewnym czasie wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Strona główna przestaje wystarczyć. Zaczynasz przeglądać kategorie i przez pewien czas jest ok. Ale z czasem wyrabiasz pewne gusta, zauważasz co kręci Cię bardziej, a co mniej, dokładasz sobie ograniczeń. Po obejrzeniu wyjątkowo dobrego filmu przy wyjątkowo udanej sesji Twoje wymagania rosną. 3 perełki z Tori Black sprawiają, że amatorszczyzna przestaje na Ciebie działać. I nagle okazuje się, że coraz trudniej znaleźć coś, co Ci pasuje. Na dodatek, tu pojawia się pornograficzna wersja „mam ochotę wyglądać jak…”, czyli „mam ochotę pofapować do…”.

Ni z tego, ni z owego nie umiesz znaleźć nic, co by Ci pasowało. Kaszana.

Myślę, że jeszcze gorzej mają ci, dla których pornografia jest częścią codzienności. Z czasem „smaczki” przeradzają się w „fetyszki”. A stąd już niedaleko do clown midget porn. I jakkolwiek osobliwe mi się to nie wydaje, jestem w stanie zrozumieć, skąd biorą się tak zwani dewianci.

Tak jak zrozpaczone kobiety wyruszają na poszukiwanie spódniczki idealnej, tak zdesperowani pornofani wyruszają na poszukiwanie filmów idealnych. I tak jak kobiety mają opory przed zakładaniem ciuchów zbyt wiele razy (bo przecież byłam w tej sukience już na dwóch imprezach), tak facetowi znudzi się po pewnym czasie czochranie dżordża do tego samego montażu. No, chyba że jest to coś wyjątkowego, sentymentalnego. Taki pornos za 3 tysiące od Tiffany’ego.

Przyłapani faceci

Może nie było to zamiarem autora tematu, ale jednak poruszę kwestię „przyłapywania” kogoś na oglądaniu pornografii. Wydaje mi się to dziwne, że kobiety obrażają się o takie pierdoły i totalnie nie potrafię zrozumieć, skąd bierze się zazdrość, czy urażona duma. Kobieto, on przecież jest z Tobą, a nie z tą dziunią, która nie potrafi nawet dobrze ssać. I wierz mi, nie robi tego dlatego, że:

  • Przestałaś mu się podobać
  • Nie jesteś już dla niego atrakcyjna
  • Nie podniecasz go
  • Czegokolwiek mu brakuje.

Zapewne PornHub jest z nim dłużej niż Ty, o ile nie zaczęliście ze sobą chodzić w czwartej klasie podstawówki. Więc zasadniczo to Ty jesteś intruzem, a jednak to Tobie poświęca 95% swojej uwagi. Sporadyczne luzowanie bagiety jest dla niego tak naturalne, jak dla Ciebie używanie balsamu nawilżającego, czy co tam kobiece kobiety stosują. I jeśli on jest w stanie znosić siedmiogodzinne zakupy w poszukiwaniu jakiegoś fatałaszka, Ty z pewnością potrafisz znaleźć w swoim sercu odrobinę wyrozumiałości dla jego potrzeby pokazania sobie samemu, jak bardzo się kocha.

A tak na marginesie, mężczyźni, którzy regularnie się masturbują są bardziej wytrzymali w łóżku, charakteryzują się lepszym samopoczuciem i większą dozą cierpliwości. Przemyśl to sobie. Czy naprawdę warto obrażać się za to, że od czasu do czasu popatrzy sobie na innego bobra, którego i tak za 10 minut zapomni?

Miałabym zapewne więcej do powiedzenia w tym temacie. Ale z doświadczenia wiem, że długie teksty (nawet tego typu) są nudne i nie wnoszą nic oprócz wodolejstwa.

 

Dodaj komentarz