Ralph Demolka – Disney wie, co dobre

Powinnam teraz ciężko pracować. Mało tego, miałam plan pisać o czymś kompletnie innym. Niestety, niespodziewany seans kina domowego wprowadził pewną dywersję no i muszę się zachwycić. „Wreck-it Ralph”, po polskiemu „Ralph Demolka” – bajka o grach komputerowych. No jak tu nie chichotać jak mała dziewczynka?

Oczywiście największą frajdę sprawiało mi wyszukiwanie wszystkich postaci z gier, które znam. Może nie było ich szalenie dużo, ale i tak się ubawiłam. I niekoniecznie tylko postaci z gier, miałam wszak nagły atak histerycznego śmiechu widząc kreskówkową wersję Skrillexa, który swoją drogą stworzył na potrzeby tego filmu całkiem przyzwoity kawałek. Tak, lubię brostep. Zlinczujcie mnie.

Nie będę się tu bawić w rozwlekłe spoilerowanie tego, o czym film jest. Jak przystało na Disney, kanwa jest dość oklepana – bohater wyrusza na epicką podróż, w której poznaje towarzysza, z którym zaprzyjaźnia się w trakcie zlepku scen z bardzo radosną muzyką w tle. Później jest trochę akcji i napięcia, walka z głównym antagonistą i groźba niechybnej zguby. Ale to przecież Disney, tu nic nie może się skończyć źle. Głównych bohaterów żegnamy z poczuciem, że nie wszystko na świecie musi być tak tragiczne, jak się wydaje, a przyjaźń przetrwa absolutnie wszystko – z wyjątkiem odłączenia automatu do gry od źródła zasilania, co dla odmiany bywa prawdziwe. Albo przynajmniej podobne do prawdziwych problemów związanych z grami komputerowymi. Takimi jak ten:

 

VanellopeMoją absolutnie ulubioną postacią (za wyjątkiem Calhoun, która jest badass i punktuje z przydziału) była Vanellope, która przelotnie rozbudziła w moim mózgu myśl „o bogowie, chcę taką córkę!!!”. Może i zabiłabym ją po sześciu miesiącach od momentu, w którym nauczyłaby się składać zdania. Ale to nie jest ważne, kiedy ogląda się takie lukrowane, małe ADHD na ekranie. Poza tym była chyba jedynym powodem, dla którego nie dopełniłam tradycji i nie ryczałam podczas standardowej sceny tragicznego rozstania.

Ogólnie niewiele spodziewałam się po bajce, a jednak miło mnie zaskoczyła. Mimo oklepanego, sztampowego przebiegu, oglądałam ją z szaloną przyjemnością. Gamerom mogę powiedzieć, żeby też obejrzeli – choćby do obiadu, czy tam w trakcie Maintanance Break w WoWie. Każdy znajdzie jakiś smaczek :)

Latest Comments

  1. sonya Kwiecień 19, 2013
  2. Misiek Kwiecień 19, 2013
  3. Yadis Kwiecień 19, 2013
  4. Uasic Kwiecień 19, 2013

Dodaj komentarz