„Wielka szóstka” jest wszystkim, czego oczekiwałam

Od zawsze jestem fanką filmów animowanych, a w ostatnich czasach ich paleta rozrasta się pod względem ilości, a czasami nawet jakości. Jednym z takich filmów, na który nastawiałam się już od pierwszego trailera, był „Big Hero 6”, czyli „Wielka Szóstka”. Nie zawiódł moich oczekiwań.

„Jak wytresować smoka” Disney’a

Obraz: Defekt

Jeśli podobał Ci się „Jak wytresować smoka” i nie masz uprzedzenia do futurystycznego świata – jestem mocno przekonana, że powinieneś „Wielką szóstkę” oglądać twarzą. Koncepcja jest bardzo podobna, wykonanie zresztą też. Mamy młodego bohatera-człowieka, uroczego i nieco dziwacznego bohatera nie-człowieka, bandę pokręconych znajomych. Mamy specjalistyczny sprzęt przeznaczony konkretnie do działania z daną dziedziną (arena treningowa vs. laboratorium technologiczne), mamy nawet wspólną naukę latania.

Wykonanie też jest podobne. Animacja bardzo zbliżona, przerysowana ale realistyczna, dużo fantastycznych efektów ruchu, nawet humor zbliżony. Czyli zasadniczo Disney skopiował pomysł i przerzucił go z przeszłości w przyszłość.

Powtarzalność nie jest zła

Jestem tym typem człowieka, który jest w stanie oglądać serial, który mi się podoba trzy razy. Dlatego to, że zasadniczo wszystko z wyjątkiem scenerii było identyczne, nie przeszkodziło mi ani trochę w cieszeniu się filmem. Nawiązywał on do aktualnej kultury popularno-internetowej, do możliwości technologicznych, które mnie zafascynowały, a do tego był lekki i przyjemny. Dobre wykonanie, przemyślana (jeśli nie ciutkę oklepana) historia, przyjemna muzyka i naprawdę wciągające sceny akcji były idealną rozrywką na niedzielne popołudnie. Właśnie tego się spodziewałam i dostałam dokładnie to, czego sobie życzyłam.

Co mi się szczególnie podobało? [spoilery]

Jestem zadowolona, że mimo wypuszczania filmu ze sztancy, Disney nie boi się ostatnio poruszać cięższych tematów, takich jak śmierć, czy depresja. Chociaż film przeznaczony jest dla dzieci (czyli wpasowuję się w grupę wiekową idealnie na poziomie mentalnym), ma w sobie elementy przeznaczone dla starszych widzów.

Antagonista filmu do złudzenia przypominał mi z wyglądu Amona z „Legendy Korry”. No i absolutnie zachwyciło mnie wykorzystanie wyglądu Gwiezdnych wrót, których dzieci już zapewne nie znają, a które są moją największą nerdowską frajdą świata.

Dodaj komentarz