I forgot how to gamer

Dziś nastał ten dzień. Dzień wielki i okrywający mnie hańbą. Odkryłam, że nie umiem już grać w gry.

Nie masz nawet pojęcia, drogi Czytelniku, jak bardzo aktualnie cierpię z tego powodu. Dzisiejszy wieczór uświadomił mi, że wszystkie umiejętności grania, jakie nabyłam ciężką pracą przez długie lata, ulotniły się już chyba bezpowrotnie (a przynajmniej tak czuję, taplając się w bagnie użalania się nad sobą). Mój cudowny, wyrozumiały partner próbuje mówić mi, że to przez to, że tak długo nie grywałam, że muszę poćwiczyć, ale w swoim upadłym stanie jedyne co słyszę, to politowanie w jego głosie. Może przenoszę swoje uczucia na odbiór jego słów, może (zapewne) ma on rację.

Powroty są trudne. Dla mnie, perfekcjonistki, nawet bardziej. 5 rund w World of Tanks wgniotło moje ego w ziemię tak bardzo, że czuję figuratywne odciski buta na twarzy. Przy każdej porażce w uszach dzwoniły mi soczyste przekleństwa i dramatyczna samokrytyka („LEPIEJ CI SZŁO JAK UCZYŁAŚ SIĘ GRAĆ, MIERNOTO RADZIECKA! CO TO W OGÓLE MA BYĆ?!”). I przy tej okazji zaczęłam zastanawiać się: czy naprawdę nie ma już dla mnie ratunku? Nigdy nie byłam hardcore gamerem. No, może przez chwilkę. Ale granie zawsze, przede wszystkim, miało sprawiać satysfakcję. A teraz myślę, że jeśli miałabym na rzecz powrotu do „normalności” męczyć się miesiącami z poczuciem niższości, cierpnie mi skóra na plecach.

Nigdy nie myślałam, że z grania można wyrosnąć. A jeśli już się wyrasta, to na własne życzenie. Czy możliwe jest, że życie sprawiło mi okrutny żart, że odebrało mi cechę, która kiedyś była dla mnie powodem do dumy, czekając aż zacznę się wić ze wstydu sama przed sobą? Boję się, że powoli, z upływającymi latami babieję. Że – tfu, tfu – kobiecość zabiera mi mnie samą. Pozornie błaha zmiana wywołała u mnie falę kryzysu egzystencjalnego na zupełnie nieproporcjonalną skalę.

Dlatego poprawiam sobie humor postem. Całkiem egoistycznie, jak nastolatka, wylewam swoje żale przed Twoje oczy, próbując wpierać sobie, że to i tak lepiej, niż gdybym miała użalać się nad, nie wiem, że nie jestem szczupła, albo że mi się rozstępy robią, albo że [coś tam babskiego].

Nie chcę być 100% kobietą. Kończę z tym. Idę na odwyk od kobiecości. To całe eleganckie ubieranie się do pracy, malowanie się i kupowanie sukienek na wesela mnie zepsuło i czas się naprawić.

Tylko jak?

Latest Comments

  1. Sonya Maj 24, 2015

Dodaj komentarz