Jeśli bawisz się w interpretację snów…

śpiący kot

… zapraszam do zabawy. Zinterpretuj to.

No dobra. Sprawa wygląda tak: miewam dziwne sny. Miewałam je od zawsze, więc nie ma szans za bardzo, że to internety zryły mi czaszkę, chociaż z pewnością nie przyczyniły się do złagodzenia sytuacji sennych dewiacji. Ma to swoje dobre i złe strony, jako że zdecydowanie świadczy to o zwichrowanej psychice, ale z drugiej strony poddaje genialne pomysły na sesje RPG. Ponieważ czas i zlecenia mnie gonią, postanowiłam dzisiaj zamiast inteligentnego postu, zawierającego wartościowe opinie czy ciekawe przemyślenia, podzielić się z Wami jednym z moich bardziej kultowych snów minionych miesięcy, który znalazłam zapisany gdzieś w odmętach Google Drive.

Jestem siedemnastoletnią blondynką z długimi włosami. Mam sześcioletniego brata, mamę i ojca. Mieszkamy w niewielkim, z wyglądu amerykańskim miasteczku. Kłopoty zaczynają się, kiedy mój mały braciszek zaczyna widzieć różne dziwne rzeczy – mówi, że kątem oka widuje ruch i słyszy różne dziwne odgłosy. Czasami bez ostrzeżenia wbiega do bramy kamienicy lub kuca pod ścianą budynku i zaczyna się kiwać.

Z czasem okazuje się, że my również słyszymy różne rzeczy. Często chodzimy gdzieś lub jeździmy całą rodziną i coraz częściej zdarza się, że w parku słychać dziwne szelesty albo ciche zawodzenia z piwnic okolicznych budynków. Wkrótce ojciec również zaczyna halucynować. Dziwne odgłosy narastają, często można usłyszeć z klatek schodowych mijanych domów przeraźliwe, złowieszcze zawodzenie – wtedy trzeba szybko zamknąć drzwi bo z jakichś powodów wszyscy wiedzą, że tak trzeba robić.

W pewnym momencie poznaję hinduskiego pochodzenia studentkę z mieszkania pod nami. Jest równie przerażona co my, jednak jako jedyna znana nam kobieta również miewa halucynacje. Coraz częściej można spotkać ją robiącą dziwne rzeczy lub po prostu płaczącą. Ponieważ duża część miasteczka jest w trakcie projektu remontu elewacji, również nasza kamienica jest obstawiona rusztowaniami. Pewnego razu znajduję studentkę na rusztowaniu przed swoim oknem, kucającą i z przerażeniem wpatrującą się w moje okno. Ale nie do środka – patrzy na szybę. Nigdy nie dowiaduję się, co tam widziała.

Dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy. W parku pojawiają się dziwne światła, szyby domów same się tłuką – jak w filmach, z takim rozbryzgiem. Okazuje się, że wszystkie piwnice budynków są połączone siecią tuneli – nie pamiętam dlaczego wędrowałyśmy nimi z matką i tą studentką, ale również przed czymś uciekałyśmy.

W końcu jednej nocy wszyscy mężczyźni ruszają w stronę jednego budynku (pustostanu w trakcie budowy), jakby byli w jakimś dziwnym transie. Wspinają się po schodach i rusztowaniach, żeby wypełnić go w całości. Wbiegam do budynku, żeby uratować brata, jednak matka wyciąga mnie siłą i sama tam wbiega. Następuje jasny rozbłysk światła i wszyscy mężczyźni znikają. Zrozpaczone, idziemy ze studentką ulicą, obok parku (który wydaje się być centralną częścią miasteczka składającego się głównie z kamienic). W przeciągu kilku godzin okazuje się, że możemy dostrzec ruch kątem oka. Jednak kiedy patrzymy w tamtą stronę, widać tylko dziwaczne, wijące się cienie z błyszczącymi ślepiami. Dopiero po jakimś czasie zastępują je…

Zdeformowane dinozaury.

Zdeformowane, jak na przykład gigantyczny t-rex bez ogona, którego cała tylna część pokryta jest nierównymi, nachodzącymi na siebie, obrzydliwymi paznokciami wielkości człowieka – jego pamiętam najlepiej bo przebiegł kilka metrów ode mnie. Wszystkie dinozaury wydają się co najmniej chore na wściekliznę.

Z budynku, w którym zniknęli mężczyźni wychodzi matka. Wygląda, jakby była w transie – chwieje się i potyka. W pewnym momencie zahacza ramieniem o ścianę budynku, przystaje i patrzy na nią z maniakalną, rodem z horroru, nienawiścią. Później odwraca się w naszym kierunku.

Na środku niedalekiego skrzyżowania stoi kobieta w średnim wieku i maniakalnie się śmieje.

Latest Comments

  1. sonya Lipiec 18, 2013
  2. Yadis Lipiec 18, 2013

Dodaj komentarz