Żegnam Legendę

Miałam tydzień niefortunnych zdarzeń. Wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak. A wisienką na torcie była dzisiaj informacja o śmierci wielkiego, niesamowitego aktora – Leonarda Nimoya. Nie żyje pierwszy, oryginalny Spock.

Informację znalazłam na fejsbukowej ścianie. Leonard zmarł dziś w wieku osiemdziesięciu trzech lat. Jak przekazała jego żona, Susan, przyczyną była przewlekła choroba płuc. Dzieci, nie palcie papierosów – jeśli mogły zabić Spocka o 120 lat za wcześnie, Was też dopadną.

(powiedziała zaciągając się e-papierosem, hipokrytka)

Nimoy grał Spocka od początku serii Star Trek, czyli od 1966 roku. Ta postać jest dla mnie szczególna, bo była chyba pierwszym przedstawicielem pozaziemskiej rasy, która przyciągnęła moją uwagę do tego stopnia, że dla niej polubiłam cały serial. Uwielbiałam jego odmienność, wtedy dziwaczny dla mnie styl bycia. Później, zachwycałam się jego rolą w nowych filmach (właściwie była dla mnie jedyną rzeczą, która je ratowała). Ale nie tylko. Dopiero niedawno przelotnie zainteresowałam się jego fotografią, która szczerze powiedziawszy nie wciągnęła mnie szczególnie.

Zawsze natomiast wydawał mi się ciekawym człowiekiem. Odseparowany od swojej flagowej roli, wydawał się naprawdę inteligentnym, światłym, zaskakująco nowoczesnym facetem. No i zawsze uśmiechnę się, oglądając tę reklamę:

No i dzisiaj mi żal. Będzie mi też pewnie żal za tydzień. Trochę przeżyłam jego śmierć i miałam potrzebę się tym z Wami podzielić.

Dodaj komentarz